Będę prowadzić bullet journal! – taki pomysł wpadł mi do głowy prawie rok temu. Jak pomyślałam, tak postanowiłam. Ale czy miałam na niego jakiś plan? Oczywiście, że nie. Wbrew pozorom, dobrze jest wiedzieć, czego oczekuje się od swojego bujo. Mój miał być estetycznym, minimalistycznym plannerem, w którym będę zapisywać wszystkie pomysły na posty, ważne wydarzenia czy po prostu zapisywać tysiące złotych myśli plus listy zakupów. Miał być, bo jak wiadomo plany i chęci nijak mają się często do ostatecznego wykonania. I tak było właśnie w moim wypadku.

Pewnego grudniowego popołudnia, tuż na kilka godzin przed rozpoczęciem popołudniowej zmiany w pracy, naszła mnie ochota na papiernicze zakupy. Tyle czasu spędziłam na planowaniu kupienia odpowiedniego bujo, że w końcu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić ten decydujący krok. Za namową przyjaciółki, która pewnie przypadkiem chwilę wcześniej zaczęła bujowanie, wybrałam (moim zdaniem) jeden z ładniejszych i odpowiednich zeszytów – Leuchtturm1917, w kolorze szmaragdowym. Z troski o wasze zdrowie psychiczne, pominę w opisie moment, w którym dwie rozhisteryzowane (dorosłe!) dziewczyny, stojące przed regałem po brzegi wypchanym Leuchtturmami, rozważały na głos wszelkie za i przeciw dlaczego biały jest gorszy od zielonego i dlaczego tak naprawdę nie lubię czerwonego i skąd ostatecznie wziął się ten szmaragd. Obowiązkowo kartki w kropki, to już wiedziałam! To takie… obowiązkowe. Do tego kilka kolorowych cienkopisów, jakieś stemple i naklejki i byłam gotowa na podbój bullet journala.

Ale weź tu zacznij swoje perfekcyjne bujo, kiedy otwierasz ten pachnący nowością zeszyt, przeglądasz kropkowane kartki i co… Nie masz na niego pomysłu. Nie wiesz gdzie zacząć. Co napisać jako pierwsze? Internet! Tak, to jest dobra myśl! Zasiadasz wygodnie na krzesełku, przy wystylizowanym niczym z najlepszych fotek z Pinteresta biureczku i odpalasz swojego nowoczesnego i technologicznie doskonałego laptopa i otwierasz okno przeglądarki. Wujek Google wita z radością. Wpisujesz hasło bullet journal”. Na wyszukanie najlepszych wyników nie musisz czekać długo, bo przecież twój internet działa super szybko. Patrzysz więc na te piękne, starannie z seo wypozycjonowane zdjęcia i układasz plan. Przerysujesz sobie kilka elementów stąd, kilka tabelek stąd i kwiatek stamtąd i będzie planner jak ta lala! Plan idealny, prawda?

Co jednak kiedy okazuje się, że twoje starannie zaplanowane bujo, z wybranymi szczegółowo
ozdobami nie wyszło tak, jak na tych pięknych zdjęciach? Dlaczego po przerysowaniu połowy internetu
nie czujesz się usatysfakcjonowana swoim plannerem?

Zdradzę Ci tajemnicę tak oczywistą, że większość zdaje się o tym absolutnie zapominać:

BULLET JOURNAL NIE MUSI BYĆ IDEALNY ! ! !

Ten zeszyt ma być odzwierciedleniem tego, co TY chcesz w nim mieć. Do czego TOBIE jest potrzebny. Ma być tworzony przez CIEBIE! Nie musi posiadać pięknych nagłówków i obrazków co drugą kartkę. Nie musisz na siłę ozdabiać kalendarza malowanymi akwarelą pejzażami. Nie czujesz się w rysowaniu tabelek? Odpuść sobie. Znajdź pomysł na swoje bujo. Ja sama przyznaję się, że chciałam mieć idealne bujo. Chciałam móc pokazać wszystkim, że potrafię prowadzić je starannie i przejrzyście, a każda kartka będzie wręcz perfekcyjna. Niestety na dłuższą metę okazało się to bardzo męczące, co spowodowało, że po kilku miesiącach byłam bliska porzucenia mojego bullet journala. Nie chciałam nawet na niego patrzeć. Nawet kupiłam sobie zwykły kalendarz akademicki, by tylko nie musieć patrzeć do środka tego wymuszonego zeszytu.

Dziś odpuściłam sobie wymuszone piękne nagłówki.

Nie rysuję wielkich kwiatów. Nie mam ochoty na kolorowanie. Piszę to, co jest mi potrzebne. Wymyślam własne kompozycje. Tworzę swoje nagłówki, które podobają mi się o wiele bardziej niż te, sprzed kilku miesięcy. Znów przekonuję się, że w prostocie i samodzielności siła. Już za półtora miesiąca zaczynam poszukiwania nowego zeszytu. Wciąż nie mogę się zdecydować na kolor – złoty, czarny, a może żółty? Może do końca roku doznam kolejnego olśnienia kolorystycznego i tym razem zaskoczę samą siebie wybierając malinowy ;)

Pamiętajcie: Nic na siłę! Znajdujcie własne sposoby czy to na bujo, czy inne projekty,
których się podejmujecie.