Wiecie jakie jest moje ulubione uczucie? Kiedy wiem, że zrobiłam wszystko, co sobie założyłam i nie poniosłam porażki. Kiedy analizowałam kilka dni temu mój marcowy tracker, zdałam sobie sprawę, że pomimo wielu planów, niewiele z nich udało mi się zrealizować. Niejedzenie słodyczy chociaż przez tydzień padło w gruzach, a siłownia trzy razy w tygodniu okazała się czasem niemożliwa do zrealizowania. Ale na szczęście mamy nowy miesiąc i mogę planować od nowa! Ale dlaczego tylko ja mam próbować być lepsza? Przedstawiam Wam darmowy tracker do pobrania, dzięki któremu i Wy możecie wyznaczać sobie cele i odnotowywać drogę do ich spełnienia.

Padłaś? Powstań, popraw koronę i zasuwaj!

Porażka jest częścią życia. To dzięki niej uczymy się, czego w przyszłości mamy nie robić. Wiem, upadek nie jest miły. Też ich nie lubię. Początkowo podnoszę delikatnie głowę i płaczę, bo upadek boli tak bardzo, ale kiedy łzy ustępują, siadam wyprostowana, podnoszę brodę jeszcze wyżej, robię głęboki wdech i idę przed siebie.

Nie ma sytuacji bez wyjścia, trzeba je tylko umieć znaleźć!

Staram się za każdym razem wyciągnąć odpowiednie wnioski. Chcę być coraz lepsza, więc analizuję swoje postępowanie i opracowuję plan na później. Od kiedy prowadzę bullet journal, staram się planować każdy miesiąc dość skrupulatnie. Zapisuję każde wyjście, czy to ze znajomymi, czy to na siłownię. Wiem, w jakich godzinach jestem w pracy i o czym napiszę w następnym tygodniu na blogu. Nie lubię, kiedy coś idzie nie po mojej myśli. Nie znaczy to, że w tym moim zorganizowanym i zaplanowanym na maksa życiu nie ma miejsca na spontaniczność. Często pozwalam sobie na wieczorne wyjścia ze znajomymi po pracy, jadę na siłownię o północy, czy zamiast zaprowadzać od rana chłopców do przedszkola, zostajemy wszyscy w domu i cieszymy się wspólnym czasem. Kocham spontaniczność! Ale czy nie fajnie mieć wszystko zanotowane i o niczym nie zapominać?

Tracker – jaką u mnie odgrywa rolę?

Tracker (jak sama nazwa wskazuje) służy głównie do śledzenia swoich postanowień. Zakreślane małe okienka mają w ostateczności pokazać nasze postępy. I tak u mnie tracker był wyznacznikiem ile słodyczy pochłonęłam w marcu, jak często chodziłam na siłownię, czy jaki humor miałam danego dnia. I już na pierwszy rzut oka widać tam, że nie za dobrze mi poszło. W założeniach, słodycze miałam jeść tylko raz w tygodniu, a na siłowni miałam ćwiczyć minumum trzy razy w tygodniu. Lenistwo i uzależnienie od cukru sprawiły, że moje plany legły w gruzach. Czy jestem niezadowolona z siebie? Przyznaję, zawiodłam się na sobie. Wiem, że stać mnie na więcej, niż to, co pokazał mi mój tracker. W zasadzie teraz śmiało mogę powiedzieć, że w ogóle się nie starałam. Dałam się pokonać jedzeniu. A tego jakoś nie mogę wybaczyć sobie najbardziej, dlatego w tym miesiącu staram się podwójnie mocno. Podkręcam śrubę, jeśli chodzi o ćwiczenia na siłowni, mówię stanowcze nie, jeśli chodzi o „śmieciowe jedzenie” i pozbywam się wszystkich słodyczy z mieszkania – tak na wszelki wypadek, żeby nic mnie nie kusiło. Pozwalam sobie na odpust w jeden dzień w tygodniu – bo nie chcę, żeby mój organizm kiedyś się zbuntował.

Jakie postanowienia wpisałam w tracker na ten miesiąc?

W zeszłym miesiącu postawiłam mocno na siebie, w tym natomiast stwierdziłam, że wolę odpuścić jedno czy dwa wyjścia na siłownię i chcę spędzać więcej czasu z rodziną. Często jest tak, że nie doceniam tego, co mam koło siebie i jestem tego absolutnie świadoma. Nie chcę pewnego dnia obudzić się za późno. Wiem, że kiedy przyjdę z pracy, w domu będzie czekał M. i dzieciaki. Stało się to taką oczywistością, że zapominam o docenianiu tych chwil z nimi. Dlatego w kwietniu, stawiam na rodzinę! Postanowiłam wieczorem wcześniej wyłączać telewizor i komputer, by móc chłopakom poczytać przed spaniem książkę. Chcę chociaż raz w tygodniu móc posiedzieć wieczorem z M., obejrzeć wspólnie jakiś film i po prostu pogadać, tak, jak kiedyś. Doszłam w swoim życiu do takiego momentu, kiedy wiem, że nie liczy się nic innego, jak bycie z moimi facetami. Czasem łapię się na tym, że siadam na kanapie i patrzę jak moje dzieciaki się bawią. Tak, jak teraz. Starszy syn układa swoje ukochane lego na parapecie, tworząc tajemnicze fortece dla swoich rycerzy, a młodszy układa w skupieniu po raz dziesiąty te same puzzle. Niesamowity to widok. Czego można chcieć więcej? O te dwa skarby mam zamiar dbać jeszcze mocniej.

Sprawdź, czy tracker jest dla Ciebie!

Wiem, że większość z Was pisała o tym, że tego typu tracker, to świetne wyjście, jeśli chodzi o planowanie. Narzekaliście jednak, że nie prowadzicie bujo, a też chcielibyście coś podobnego sobie zrobić. No to ja Was wyręczam i zostawiam specjalnie dla Was przygotowany tracker, który możecie śmiało pobierać, drukować w dowolnej ilości i zapisywać. Chciałabym na koniec miesiąca zobaczyć jak Wam idzie prowadzenie go.

Wysyłajcie zdjęcia na naszym fb
Oznaczajcie mnie na instagramie tomitobi.pl 

tracker ma format A4
pobierz tracker

Może kogoś zmotywuję do ćwiczeń, inną osobę do codziennych spacerów, czy jedzenia choć raz dziennie owoców? A może zechcecie podobnie do mnie, więcej być z rodziną i planować wspólne wieczory? Zakreślajcie je, zliczcie i podsumowujcie w swoim sercu ile czasu poświęcacie dla najbliższych. Może okaże się, że za mało?

  • Andrzej

    Nie dla mnie planowanie długoterminowe. sztywne grafiki są nudne. Sami na sobie przez to wywieramy presję. Mówi się, że przez to człowiek jest bardziej zorganizowany… chyba, że ma się setki spotkań w miesiącu, albo coś podobnego, to tak. Po co mam zakładać, że nie będę jadł np. w tym tygodniu mięsa, skoro wiem, że jak trafię na ładny boczek, to go kupię, upiekę i zeżrę?:)

  • Taki trucker to chyba idealna rzecz dla mnie. Często mam problem ze zorganizowaniem sobie czasu, nie zawsze to co sobie zaplanuję udaje mi się zrealizować. Wypróbuję, może się u mnie sprawdzi. :)
    P.S. Bardzo ciekawy blog i piękne zdjęcia!