Kiedy tylko nadchodzi jesień, jedyne o czym marzę, to by położyć się wygodnie w wielkim łóżku, okryć się cieplutkim i mięciutkim kocykiem, obłożyć się ciachami i termosem z kawą lub herbatą i móc do woli czytać książki. Niestety póki co wszystko to pozostaje w strefie marzeń,  bo moje wielkie wygodne łóżko jest zwykłą kanapą, ale nie omieszkam planu zrealizować w M3.

O swoich wielkich marzeniach o domowej biblioteczce mówię od dawna dość głośno, co poskutkowało tym, że przy każdej nadarzającej się okazji, w prezencie dostaję książkę. Nie mogłabym wymarzyć sobie niczego lepszego! Tym sposobem, moja biblioteka zapełni się super tytułami, do których z przyjemnością będę wracać nawet po czasie. I tak oto już dziś wiem, że w moich zbiorach znajdzie się miejsce zarówno dla klasyki, jak Ania z Zielonego Wzgórza, czy coś bardziej nowoczesnego.

Poznajcie najnowsze nabytki do mojej książkowej kolekcji:

C. L. Zafón – Labirynt duchów

Od kiedy tylko na polskim rynku pojawiła się pierwsza książka Zafóna, Cień wiatru, wiedziałam, że pokocham tę serię. Tajemnice, romans, trochę grozy – wszystko to przedstawione w taki sposób, że nie mogłam się oderwać od lektury. Mojego M. z reguły ciężko jest zachęcić do czytania, ale w przypadku Zafóna wystarczył pierwszy rozdział. Oboje przeczytaliśmy wszystkie jego książki (i wszystkie posiadamy już szczęśliwie w domu) i zawsze z wielką niecierpliwością czekamy na kolejną. Labirynt duchów długo kazał na siebie czekać.

„Barcelona, lata pięćdziesiąte ubiegłego stulecia, mroczne dni reżimu generała Franco.Pewnego dnia piękna i inteligentna agentka Alicja Gris otrzymuje zlecenie z najwyższych sfer władzy. Sprawa jest ściśle tajna i dotyczy i tajemniczego zniknęcia ministra kultury Mauricia Vallsa. Wydaje się, że ma to związek z przeszłością, gdy Valls był dyrektorem budzącego grozę więzienia Montjic.
Alicja wraz z kapitanem policji ma kilka dni na odnalezienie ministra. W trakcie poszukiwań w jej ręce trafia należący do Vallsa siódmy tom serii „Labirynt duchów”. Książka ta doprowadzi Alicję do ukrytej w samym sercu Barcelony księgarni Sempere i Synowie. Czar tego miejsca sprawia, że jak przez mgłę powracają do niej obrazy z dzieciństwa. To, co odkryje, może być śmiertelnym zagrożeniem dla niej i dla wszystkich, których kocha.”

Książka ta należy do cyklu powieści, które spotykają się w literackim świecie Cmentarza Zapomnianych Książek i łączą się poprzez osoby i wątki, stanowiące fabularne mosty pomiędzy poszczególnymi historiami. Jednak każda z książek przedstawia opowieść zamkniętą w sobie i niezależną. 
Serię o Cmentarzu Zapomnianych Książek można czytać w dowolnej kolejności, można też czytać każdą część osobno. Pozwala to Czytelnikowi dostać się do labiryntu historii różnymi drzwiami i znaleźć drogi, które złączywszy się, poprowadzą go do serca powieści. 

Labiryny duchów jest książką, na którą czekałam najbardziej w tym roku i mam nadzieję, że po raz kolejny Zafón mnie nie rozczaruje.

J. MOYES – We wspólnym rytmie

To już piąta z kolei książka znanej z takich powieści jak Kiedy odszedłeś czy Zanim się pojawiłeś, Jojo Moyes. Nie wiem jak ta kobieta to robi, ale każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej. Uwielbiam powieści o miłości. Nie interesują mnie jednak tanie i proste romansidła, w których zakończenie będzie wiadome od pierwszej strony. Wolę, kiedy wątek miłości jest skomplikowany i trudny. I tej autorce udaje się to perfekcyjnie!

Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, by zaskarbić sobie szacunek konia.
Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie.
Konia można skrzywdzić tylko raz.
Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie…

Świat Nataszy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Kiedy Natasza decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczyna znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.

Deynn & Majewski trenuje – Trening życia

MOTYWACJA JEST NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI. WYSTARCZY PO NIĄ SIĘGNĄĆ!

W życiu nie myślałam, że skuszę się na taką książkę. Z reguły nie wierzę w wielkie zmiany po przeczytaniu jednej książeczki. Zdarzyło mi się jednak kilka razy obejrzeć live, który prowadziła Deynn. Posłuchałam co ma do powiedzenia. Mówiła o tym, że jest normalną dziewczyną, jak każda z nas, tylko dodatkowo ćwiczy i temu się poświęca. Jej się udało! Mi też może. Książkę kupiłam w czasie, kiedy byłam mocno najarana na ćwiczenia i siłownię. Potrzebowałam kopa w tyłek, by nie zaprzestać po raz kolejny. Teraz, kiedy niespodziewanie upadłam na kolana i znów muszę wstać, szukam tej motywacji jeszcze bardziej. Nie omieszkam więc sprawdzić, czy to, co opowiada Deynn o swojej książce, jest prawdą. Niewiele mnie to będzie kosztowało, a może poskutkuje i w końcu ruszę dupsko z kanapy.

Trening życia to nasze wzloty, upadki, sukcesy i porażki (…). Chcielibyśmy, abyś zrozumiał rzeczy ważniejsze od umiejętności uginania ramion ze sztangą. To potrafi każdy. Jednocześnie jesteśmy przekonani, że „Trening życia” pozwoli ci na długo zostawić w spokoju wujka Google i rady nastoletnich ekspertów czy osób, który nigdy nie miały nic wspólnego ani z dietą, ani z treningami, a już na pewno z tymi z kategorii „przemyślanych”.

Ja postanowiłam zaryzykować i poddaję się lekturze.

A. Burska-Wojtkuńska – Suma dobrych radości

Czyli książka o tym, „jak wieść zwyczajne życie i odnaleźć w nim szczęście”. Od kiedy tylko pamiętam obserwuję Agnieszkę na jej instagramie (mrspolkadot) i zawsze lubiłam klimat jej zdjęć. Były właśnie takie, jakie sama chcę robić – widać na nich pozytywne uczucia. Potem poszłam na jedną z prelekcji na konferencji dla blogerów, gdzie mogłam podpytać Agę o jej techniki robie nia zdjęć. Kilka wdrożyłam w życie! I potem nagle pojawiła się na rynku jej książka. Nie mogłam jej nie kupić!

Wciąż chcemy więcej mieć, wygodniej i ładniej żyć, cały czas próbujemy zostać lepszymi wersjami siebie, poprawiając wszystko – od odcienia własnych zębów po ergonomię szafy.
Szukamy mocnych doznań, nie zauważając urody małych rzeczy wokół.
Ten klimat umysłowy sprawia, że wielu z nas jest dziś wręcz sparaliżowanych
lękiem przed byciem zwyczajnym człowiekiem.

Agnieszka w swojej książce udowadnia, że hygge to coś więcej niż świeczki, wełniane swetry i puchate koce. To idea, która pozwala zwolnić, zadbać o relacje i dostrzec szczęście w codzienności. Celem autorki jest zachęcanie do celebrowania codzienności. Do docenienia zwyczajności. Ale znajdziesz tu nie tylko same „filozoficzne dyrdymały”, bo książka to też świetny zbiór przepisów i sposobów na samodzielne wykonanie prostych, a efektownych dekoracji do mieszkania.

Nikt z nas nie jest studnią niewyczerpalnej życzliwości.
Każda bateria bez doładowania przestaje wreszcie działać. 

_______________________________________

Wszystkie cztery nowe pozycje w biblioteczce zapowiadają się niezwykle ciekawie.
Mam nadzieję, że te jesiennie wieczory pod kocykiem to nie będą tylko puste słowa i plany.

A u Was co obecnie widnieje na liście czytanych książek? Na jakie tytuły grzejecie się najbardziej w najbliższym czasie?

  • Sandra Nowicka-Nowak

    Zafona właśnie zaczynam, poprzednie części po prostu pochłonęłam. Książką Polki jestem zachwycona! Te zdjęcia! pozdrawiam
    http://www.majciakombinuje.pl