Kocham mojego męża najbardziej na świecie. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to dzięki Niemu istnieje jeszcze nasze małżeństwo. Dzięki jego cierpliwości, umiejętności słuchania i uporowi. To on jest tym, który stawia mnie do pionu za warkoczyk, jest moim ramieniem, na którym się wypłakuję i osobą, która słucha i daje rady. Jest najlepszym przyjacielem, kumplem, z którym świetnie pije się piwo wieczorami i chodzi do kina. A do tego, jest niesamowitym i idealnym ojcem, dla moich synów. O lepszego nie mogłam poprosić. Za to pragnęłam mu podziękować po raz kolejny, dając album ze zdjęciami, który wiem, że zostanie z nami na zawsze, przywołując te rodzinne chwile, które już za nami.

Jaki jest sekret udanego małżeństwa?

Czy w ogóle coś takiego istnieje? Czy możemy z ręką na sercu powiedzieć, że czyjś związek jest idealny? Nasz na pewno nie! Ale bardzo się z tego cieszę. Pomimo, że lubię, kiedy coś jest poukładane i estetyczne (czasem dążę za bardzo do perfekcji), tak nasze małżeństwo jest tego absolutnym przeciwieństwem. Wszystko robimy od końca. Najpierw założyliśmy rodzinę, a dopiero potem zaczęliśmy się z M. poznawać. No bo po roku znajomości, ciężko powiedzieć, że wie się o drugiej osobie wszystko, prawda? Współtowarzyszymy sobie już cudownych siedem lat. Były dni, tygodnie i nawet miesiące, które przysłonięte były czarnymi chmurami. Wszystko wisiało na włosku. Bardzo niewiele brakowało, bym tego postu w ogóle nie pisała. Mogliśmy już nie być razem. Ale pokonaliśmy przeszkody. Wzięliśmy się za ręce i postanowiliśmy być silni. Dla siebie i dla dzieciaków. Każdy dzień jest cudowną celebracją naszej rodziny. Wszystko, co teraz robimy, ma jeden cel – lepszą rodzinę. Nie osiedliśmy na laurach. Nie chcemy powrotu rutyny, która w pewnym momencie dopada każdego, jak mniemam. Działamy! Znamy nasze cele.

Jakim ojcem jest mój mąż?

Pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy mój M. musiał po praz pierwszy zostać sam z malutkim Tobiaszem. Mały miał wtedy około trzech tygodni. Byliśmy wtedy w szpitalu. Pech chciał, że w tym samym czasie, szykowaliśmy się do ślubu i w jeden z dni pobytu, wypadła wizyta w salonie sukien ślubnych. Mariusz gorąco zapewniał mnie, że mam iść i ze spokojem wybierać z mamą sukienkę, że da sobie radę. Trochę nie wierzyłam w jego ojcowskie umiejętności. Dziś wiem, że miałam rację. We wszystkim musiała mu pomagać pani, której dziecko leżało z nami na sali. M. za nic na świecie nie chciał się przyznać do porażki, dlatego powiedział mi o tym, dopiero po jakimś czasie. Dziś radzi sobie z chłopakami znakomicie. Wychowywanie Tomasza jest o wiele łatwiejsze. Wiedziałam, że teraz M. nie zawiedzie. Los trochę z nas zadrwił, kiedy trzy tygodnie po urodzeniu drugiego syna, w szpitalu na oddziale tym razem wylądowałam ja. Ze względu na silne leki, nie mogłam karmić Tomasza piersią, nie mógł nawet być tam ze mną. Wszystko musiał ogarniać w domu M. Z trzylatkiem i noworodkiem! I wiecie co? Dał radę! Bez wahania wziął na siebie wszystkie obowiązki. Mój bohater!

Tata oczami dzieci

Kiedy zapytałam na potrzeby tego wpisu, jaki według moich dzieci jest ich tata, odpowiedziały tylko jedno: SUPER! Zapytani o konkretne powodu wymieniali ich tyle, że ledwo byłam w stanie je spamiętać: za budowle z lego, za to, że zabiera ich na rower, za to, że jest silny, wysoki, za to, że na spacerach podnosi „na barana”, za to, że czyta książkę wieczorem i wiele, wiele innych. Słuchając tych zdań, utwierdzam sama siebie w przekonaniu, że nie mogłam trafić lepiej. Wiem, że moje dzieci, mają idealnego ojca, który potrafi się z nimi bawić i im pomagać, kiedy tego potrzebują. Strasznie chcę, by ta fajna więź ojciec-synowie nigdy nie zniknęła. Czekam z niecierpliwością na tą męską przyjaźń.

Dlatego też tak strasznie chciałam podziękować w jakiś sposób M. za to, jakim jest ojcem. Zawsze mam problemy ze znalezieniem odpowiedniego prezentu. Chciałam mu zrobić niespodziankę i dziś wiem, że mi się to udało. Każdą sesję zdjęciową, utrwalamy w formie fotoksiążki. I tym razem zaufałam firmie Printu. Po raz trzeci się nie zawiodłam. A do tego, odkryłam nowe funkcje w trakcie projektowania albumu (wiedzieliście, że istnieje poziom EKSPERCKI? Jakie tam są dodatki, rajuśku! Odkryłam je o dwie książki za późno!!!). Efektem jest kolejna fotoksiążka, w której zatrzymałam nasze cudowne, wspólne chwile.

Wkrótce Dzień Ojca, więc jeśli też chcesz zaprojektować taką ksiażkę, ale boisz się, że nie dasz rady sam, przeczytaj mój wpis, jak zaprojektować fotoksiążkę.
Jeśli brakuje Ci pomysłu, zobacz co proponuje Printu, jako prezent dla taty.

Żeby tego było mało, mam dla Was (dla KAŻDEGO!)
mega rabat na fotoksiążkę od Printu z okazji Dnia Ojca.

Jak go zdobyć?

Wystarczy wejść na stronę Printu >>> KLIK <<< i pobrać na swojego maila kod. Wpisując go w koszyku, przy finalizacji zamówienia,
otrzymujecie aż 47% zniżki na fotoksiążkę!!!
Kod od momentu pobrania jest ważny przez 14 dni. Zniżka nie obejmuje kosztów przesyłki.

Życzę powodzenia i dobrej zabawy przy projektowaniu!

  • Żaneta Bomba

    Bardzo ładna ta fotoksiążka, aczkolwiek u nas prezenty bardziej praktyczne ;) Foto książkę robimy sobie wspólnie bez okazji :)

  • Sylwia Antkowicz

    Świetna książka, myślę, że mój partner ucieszyłby się z takiego prezentu. W zeszłym roku dostał ramkę ze zdjęciem córki, wiec jeszcze wiecej zdjec to pewnie i jeszcze większa radość

  • Rafał Wałęka

    Taka fotoksiążka pomaga poukładać zdjęcia, które męczą się gdzieś na kartach pamięci czy w telefonach. Od Printu jednak wolę Cewe, robią fotoksiążki od 30 lat (ja dopiero od niedawna).