Tak na serio, powiedzmy sobie, planowanie wcale nie jest łatwe. Nie każdy ma do tego dryg. Trzeba byś sumiennym, nawet bardzo i z pamięcią musi być za pan brat. W końcu trzeba pamiętać o wieeelu datach. Ja z ręką na sercu się przyznaję, że długo nie uważałam się za osobę, która potrafi cokolwiek zaplanować. Już nie wspomnę o kiepskiej pamięci! Z tym zawsze miałam i wciąż mam za pan brat. Kiedy zdarzyło mi się kilka (no dobra, kilkanaście) razy zapomnieć o czymś, lub absolutnie pokićkać daty, stwierdziłam, że pójdę za przykładem mojej mamy i zacznę wszystko zapisywać. Karteczki jednak uciekały mi po całym mieszkaniu i efekt był znikomy. Potrzebowałam swojej wersji ściennego kalendarza, z którego korzystała mama. Przyjaciółka podrzuciła mi pomysł bullet journala. I to okazał się strzał w dziesiątkę!

Mistrz planowania

Od kiedy tylko pamiętam, moja mama była dla mnie mistrzem wszelkiego planowania. To ona w naszym domu prowadziła specjalne zeszyty, w których zapisywała miesięczne wydatki. Pięknie w tabelkach opisywała ile pieniążków i na co musi przeznaczyć, by wystarczyło nam do następnej wypłaty. Nie myślcie, że u nas jakaś bieda była, że ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Co to, to nie! Nigdy moi rodzice nie pozwolili mi odczuć, że na coś brakuje nam pieniędzy. Z biegiem czasu wiem, że to było jej niezbędne, by zachować kontrolę. Sama teraz tak robię. Co prawda, nie prowadzę zeszytów z wydatkami, bo pewnie spisując każdą wydaną złotówkę, widząc te uciekające miliony monet (zwłaszcza na torebki czy buty, które przecież zawsze są niezbędne), musiałabym żyć na lekach antydepresyjnych i uspokajających. Życie w nieświadomości jest całkiem fajne, wierzcie mi. Ja tak wolę. Ja, mamine zeszyty zamieniłam na aplikację w komputerze, w której na specjalnych żółtych karteczkach, przyklejonych do pulpitu, mam zapisane za co i ile muszę zapłacić w pierwszej kolejności. Strasznie jest to przydatne, kiedy robię co miesiąc opłaty. Jednak komputerowe karteczki nie bardzo sprawdziły się, jeśli idzie o planowanie wydarzeń.

Planowanie w bullet journal

Karteczki w komputerze były i są spoko. Jednak nie należę do tych osób, które z komputera korzystają codziennie. Są dni, kiedy komputer stoi wyłączony, bo tak wiele dzieje się w moim życiu prywatnym, że nie mam czasu przy nim zasiąść, a są i takie, kiedy  od rana do wieczora ciągle coś piszę. Widząc, że metoda żółtych karteczek na pulpicie zawodzi, postanowiłam poszukać innego rozwiązania. I w tym momencie (zupełnie jak z nieba) spała mi moja przyjaciółka ze swoim bujo. Opowiedziała mi o nim trochę, powiedziała czym dla niej jest jej bullet journal i zaraziła mnie swoim hobby. Metodą prób i błędów, dochodziłam do idealnego rozwiązania. Robiłam różnego rodzaju tabelki z rozpiskami i trackerami. Jedne szły lepiej, drugie trochę gorzej. Wciąż szukałam tego idealnego plannera. No i chwilowo (ale tylko chwilowo!) zachciało mi się gotowych plannerów, które teraz w sieci są dość popularne (no, może popularniejsze stają się z końcem i początkiem roku). Widząc jednak zniewalającą cenę, jaką życzą sobie ich twórcy, doszłam do wniosku, że jeszcze na głowę nie upadłam, wydając ponad 100 zł za kilka tabelek, które prawdopodobnie porzucę po miesiącu wypisywania. Otworzyłam więc swój bullet journal, wzięłam do ręki linijkę i… stworzyłam własny planner.

bullet journal bullet journal bullet journal bullet journal bullet journal

Jak wygląda moje planowanie w bullet journal?

Żeby planner był tym idealnym, musiałam sobie odpowiedzieć na pytanie, czego tak naprawdę chcę od niego i czym ma być. Czy tylko miejscem z rozpisanymi dniami miesiąca i przypadającymi świętami, czy może ma być tam też miejsce na moje notatki. Wybrałam wersję drugą.

Pamiętajcie: bullet journal, ma być w 100%
dopasowany do Waszych potrzeb!

To, co będzie dobre dla mnie, niekoniecznie zda egzamin u Was. Ja też dochodziłam sama do tego, czego tak naprawdę oczekuję od swojego kalendarza. Postawiłam, jak zawsze na minimalizm.

To, co musi się w moim kalendarzu znaleźć na pewno, to:
  • ponumerowane dni miesiąca oraz rozpiska grafiku pracy
  • wyjazd na studia do Warszawy
  • wydarzenia, których nie mogę przegapić, jak np. grill ze znajomymi, wizyta u kosmetyczki, czy e-learning na uczelni

W tym miesiącu, dodałam sobie rubryczkę WAŻNE. Postanowiłam wpisać tam rzeczy, które ABSOLUTNIE KONIECZNIE muszę zrobić, bo inaczej urwą mi głowę. Zapisane gdzieś w tabelce, mogłyby mi umknąć, a tak, mam je podkreślone i z pewnością nie przegapię ich, otwierając tę stronę.

Jak ozdabiać bullet journal?

Odpowiedź jak banalna – jak tylko chcesz. Dawno za mną chodził motyw liści monstery w bujo, dlatego w końcu znalazłam dla nich dobre miejsce. Tradycją u mnie stało się, że każdy rozpoczynający się miesiąc zaczynam kalendarzem, a tuż obok niego rysuję kwiaty. Nie przejmuj się, jeśli nie masz talentu artystycznego. Ozdobą może być przyklejona kolorowa washi tape, czy wycięte zdjęcie z gazety. Może się tak zdarzyć, że wcale nie będziesz chciała ozdób – to też jest spoko. Uwierz mi, że z czasem uruchomisz swoją kreatywność! Daj sobie czas. A póki co próbuj wszystkiego!
bullet journal bullet journal bullet journal bullet journal bullet journal bullet journal

Absolutnie sfiksowałam na punkcie bullet journal. Z każdą kolejną stroną mam coraz to inne pomysły. Co miesiąc wymyślam nowe plannery. Wiem, jak ciężko mi było na początku z bujo, bo nie dokońca miałam na niego pomysł. Kilka razy nawet myślałam, żeby to wszystko zostawić w cholerę. Szukałam inspiracji głównie na zagranicznych stronach.

Dlatego, by pomóc takim jak ja, postanowiłam stworzyć cykl coponiedziałkowych wpisów, pt. #PoniedziałkiZBujo.
Będę Wam w nich pokazywała kolejne strony z mojego bujo. Czasem podpowiem kilka przydatnych tricków. Co Wy na to? Jesteście zainteresowane?

Bullet maniaczki, czy Wy też robicie takie strony, jak ja?

  • Justyna

    Pięknie zrobiony organizator pracy

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Kiedyś byłam chodzącą perfekcją – ale dziecko bardzo szybko mnie z tego wyleczylo ;) Teraz więcej rzeczy robię ad hoc, bez planowania – chociaż taki dziennik wygląda pięknie i miło nacieszyć nim oko :)

    • No przy dzieciach czasem niewiele można zaplanować. Ale wierz mi – da się.

  • gratuluję i zazdroszczę takiego zorganizowania. ja nie mogłam się przekonać do bulletów. szukałam natomiast jakiegoś dobrego notatnika-kalendarza, plannera, z prawdziwego zdarzenia. Mam określone potrzeby jak powinna strona w takim notesie wyglądać. I nic nie znalazłam. Wiem, wiem, aż samo się ciśnie „to zrób sobie własny”. No właśnie: nie mam zacięcia, nie jestem zorganizowana – co mi kompletnie nie przeszkadza, no może czasami, i jakoś chyba jeszcze nie umiem pracować z notesem. Ledwo „ogarniam” ten w telefonie, choć gdyby nie on, to byłoby marnie. Ważne jest, że trzeba pamiętać, żeby w tym notesie zapisać, a z tym u mnie kiepsko … :)

    • Ja szukałam plannera, ale odrzuciły mnie ceny. Są piękne, owszem, ale nie dam ponad 100 zł za zeszyt, który mogłabym rzucić w kąt. Bujo jest fajnym testem, czy tego typu zeszyt nam się przyda, czy nie.

  • Nie mogłabym żyć tak zorganizowana. Mój każdy dzień jest niespodzianką. Nawet jak sobie coś zaplanuję to bardzo rzadko mi to wychodzi. Ja po prostu jestem któlową chaosu.

    • Ja, pomimo zapisywania wszystkiego też miewam dni niespodzianki. Ale niektóre rzeczy i wydarzenia wolę mieć zapisane. ;)

  • Karolina

    Jakkolwiek post i temat jest bardzo ciekawy, tak od początku uderzyło mnie zastosowanie wyrażenia „za pan brat”. Za pan brat z pamięcią? To chyba znaczy bardzo dobrze pamiętać o wszystkim. Może nie zrozumiałam kontekstu, ale zwracam uwagę, gdyby jednak okazało się, że pojawił się jakiś błąd. :)