Jeszcze tylko cztery miesiące i będziemy szykować się do umeblowania M3. Nie mam pojęcia, kiedy ten czas tak szybko uciekł. Pamiętam, jak dopiero co z M. oglądaliśmy jedynie plany mieszkania, a tu już za moment będziemy je mogli nazwać swoim domem. Kiedy tylko możemy chodzimy oglądać jeszcze gołe ściany, wdychamy zapach tynku i cieszymy się ciszą w M3. Każda chwila tam spędzona jest dla nas wyjątkowa.

Nie wyobrażałam sobie, jak wiele szczęścia potrafi przynieść własne mieszkanie. Wiedziałam, że od momentu usamodzielnienia się, życie małżeńskie staje się inne, pełniejsze, ale nie wiedziałam, że to szczęście potrafi podnieść ku niebu. W zeszłym tygodniu poszliśmy na budowę z M. i podziwialiśmy nasz blok. Przeogromne szczęście daje nam sam fakt, że w końcu możemy tam wejść. Dotykać ściany i po prostu chłonąć nową energię, która się w tym miejscu unosi. Każdy najmniejszy, zauważony przez nas element w bloku cieszy nas niezmiernie. W zeszłym tygodniu pomiędzy naszym balkonem, a sąsiadów zamontowano ścianki działowe. Prawie urządziliśmy imprezę! W końcu Kudłaty (pies) będzie mógł spokojnie wyjść z mieszkania, nie strasząc sąsiadów.

Projekt mieszkania

Jak już wspomniałam wcześniej, staramy się, by nasze mieszkanie było w 100% zaprojektowane przez nas. Chcemy uczyć się na własnych błędach i sami je poprawiać. Chcemy, by w M3, było tylko to, czego naprawdę chcemy. Dlatego projektowanie mieszkania zaczęliśmy już teraz. Dla niektórych cztery miesiące w przód, to nad wyraz dużo czasu, jednak dla nas, to wystarczająca ilość dni, by ze spokojem rozeznać się na rynku meblowym, poszukać fachowców i zwyczajnie pokaprysić w sprawie dodatków. Jak się okazało, nie wszystko, co sobie wymarzyliśmy, będzie możliwe do zrealizowania. I tak na przykład, zaplanowana, duża narożna szafa w sypialni, będzie musiała zostać zastąpiona mniejszą, dwuskrzydłową, by móc swobodnie przejść w kierunku balkonu. Podobnie w kuchni, po jej wymierzeniu, musieliśmy dokonać małej modyfikacji.

Jeśli chcecie zobaczyć cały projekt, zapraszam do pierwszego wpisu z cyklu o M3. I tak, moja wymarzona szafa gospodarcza będzie musiała zniknąć. Jednak nie poddaję się i za wszelką cenę będę starała się ją wcisnąć w innej części mieszkania. Może w korytarzu…

Póki co, przedstawiam projekt nr 2 – po modyfikacji i cięciach. 

Jak łatwo zauważyć, jest to wersja z okapem, którego w pierwszym etapie planowania w ogóle nie uwzględniliśmy. Przyznam się, że niekoniecznie jestem sercem przy tym rozwiązaniu. O wiele bardziej podobają mi się wyciągi schowane w szafce, co nie tylko da mi ciut więcej miejsca na przechowywanie moich pięknych kubków, ale i schowa nieestetyczny komin. Jeszcze do tego pomysłu nie udało mi się całkowicie przekonać M., ale pracuję wciąż nad tym. Projektując pozwalam sobie na różne wariacje, sprawdzając, jak różne pomysły mogą do siebie pasować. Do zakończenia projektu „kuchnia w M3” mamy bardzo dużo czasu. Najważniejsze, że wybraliśmy sprzęty, fronty i zlew. Resztę pozostawiamy sobie do przemyślenia i przetrawienia.

Pomimo tego, że pozbyłam się wymarzonej szafy gospodarczej, nie ma tego złego, bo jak się okazało, zapomnieliśmy z M. o szufladach na sztućce, co udało nam się nadrobić w tym projekcie. Jak widzicie, pomiędzy szafką narożną a szufladami mamy małą przerwę, którą na szczęście da się zapełnić maskownicą. Poza tym, wciąż nie wiem, jaką baterię wybrać – czy taką czarną, jak w poprzednim projekcie, czy tę srebrną z dzisiejszego.

Jestem ciekawa jak bardzo zmieni się nasz projekt przez te kilka następnych miesięcy.
Który projekt podoba Wam się bardziej – pierwszy czy obecny?

Pytanie do posiadających okapy podszafkowe: warto?
Czy jednak zainwestować w taki zwyczajny kominowy?