NOCNIK.
Nocnikowe sprawy były kiedyś uważane za tabu, unikano rozmów na ten temat z własnymi dziećmi. Na szczęście to się zmieniło, ku obopólnemu zadowoleniu. Bo otwarte podejście do wszystkich funkcji fizjologicznych jest dla dziecka najzdrowsze. Zagłębianie tajników posługiwania się nocnikiem często jest długim procesem, sprawdzianem cierpliwości zarówno dziecka, jak i rodziców. Gdy jednak proces ten zostaje w końcu uwieńczony sukcesem – bez specjalnych nacisków i przymusu, we właściwym czasie – dziecko czuje się dumne ze swojego osiągnięcia, nabiera wiary w siebie. Zrobiło bowiem kolejny krok ku samodzielności: usiadło na nocniku jako małe dziecko, a wstało czując się tytanem. To ledwie kroczek w pochodzie ludzkości, dla rodziny zaś – krok olbrzymi.

Wszystko to ładnie brzmi w teorii. Praktyka często wiemy, że idzie zupełnie w drugim kierunku.
Osobiście czuję, że nauka siusiania do nocnika, u nas nie będzie taka łatwa. Tomek zwyczajnie omija nocnik szerokim łukiem. W ogóle się nim nie interesuje. Na go kolokwialnie mówiąc – gdzieś.

Jak więc zamierzam przyuczyć dziecko do nocnika?

POPRZEZ KSIĄŻKI!

Książki to jest coś, co Tomek uwielbia. Od małego ogląda je z zapartym tchem. Wciąż wyszukuje nowe pozycje. Dlaczego więc nie wykorzystać jego zamiłowania do literatury?

Wynalazłam niedawno prostą książeczkę – NOCNIK NAD NOCNIKAMI.
W wersji dla chłopców.

DSC_0045

Jest to jedna z tych prostszych książeczek, co to ma mówić obrazkami, a nie tekstem. Nie ukrywajmy, co twórczego można napisać o nocniku i wydalaniu?

Głównym bohaterem jest Bolek.

DSC_0047

Bolek, tak jak ty, ma ciało z wieloma pięknymi i praktycznymi narządami.
Głowę do myślenia.
Oczy do patrzenia.
Uszy do słuchania.
Ręce do obejmowania i bawienia się.
Buzię do mówienia i jedzenia.
Siusiaka do siusiania.
Nogi do biegania.
Pupę do siedzenia, a w pupie małą dziurkę do robienia kupki. 

Pewnego dnia, babcia Bolka przyniosła mu wielką paczkę. A w paczce, mały chłopiec znalazł nic innego, jak nocnik. Pierwsze próby korzystania z nocnika kończą się porażką. Oczywiście koniec końców, kupka i siusiu lądują w ceramicznym nocniku.

DSC_0051 DSC_0052 DSC_0053 DSC_0054

Książeczka prosta. Z jasnym przekazem. Jako mama, takie pozycje właśnie teraz szukam. Bez udziwnień. Wielkich wywodów nad wyższością kupy nad sikami.

Czy da efekt? Przekonam się wkrótce. Póki co oglądamy ją i tłumaczymy. Tłumaczymy i oglądamy. Uczymy się nowych słów. Przyzwyczajamy do myśli, że wkrótce i u nas zawita nocnik i powiemy SIO PIELUCH!

A Wy jak uczyliście dzieciaczki siusiania na nocnik? Powoli czy „z grubej rury”?

  • Szukałam książeczki właśnie i wpadła mi w ręce tylko ta co pokazałaś, nie spodobała mi się. Mieliśmy kilka prób, ale starszak był niegotowy. Jak miał 2,5 roku poszło bez problemu, od razu odstawił :)
    Teraz czas na młodszego

  • Nauka przed nami. Książki kupować nie będę – chyba, że dziecko będzie stawiało opory to skorzystam z każdej pomocy.