Sierpień zawsze był dla mnie wyjątkowym miesiącem. Zwłaszcza kiedy chodziłam do szkoły. Strasznie lubiłam początki nowego roku szkolnego. Tyle się zawsze oczekiwało. W końcu przyszło mi rozpoczynać po raz kolejny szkołę, ale tym razem w roli widza – jestem mamą ucznia! I to brzmi cholernie dumnie. A po drugie – to miesiąc moich urodzin.

A na dodatek w końcu doczekałam się urlopu. Lubię swoją pracę, ale o wiele bardziej doceniam, że ją mam, kiedy odpoczywam w domu. Wspaniale jest móc wstawać o której się chce, chodzić pół dnia w piżamie i oglądać bezkarnie seriale do wieczora.

CZYTAM

Skończyłam „Światło między ocenami”, po której każda piosenka Eda Sheerana kojarzy mi się z głównymi bohaterami. Obecnie obrałam za cel książkę Jojo Moyes „Razem będzie lepiej„. Podchodzę do niej drugi raz, bo za pierwszym razem jakoś ciężko mi wchodziła. Jak zawsze czytam, kiedy jadę tramwajem. W domu, mając ze sobą dwójkę nad wyraz aktywnych dzieciaków, nie mam potrzebnej ciszy, by skupić się na czytaniu.

Ale wiecie jakiej książki nie mogę się doczekać najbardziej? Kojarzycie pana Zafóna? Tak, to autor słynnego „Cienia wiatru„. W październiku w Polsce ma miejsce premiera jego kolejnej książki – „Labirynt duchów„. Skaczę z radości i zacieram rączki. Czuję, że to będzie bardzo książkowa jesień. Do tego mam w planach zabrać się za polecaną „Moc pozytywnego myślenia”. Coś dodacie mi do koniecznych pozycji do przeczytania?

CZUJĘ SIĘ

Absolutnie bezproduktywnie. Miałam wielkie plany porobić sobie bazę wpisów na kolejny miesiąc, by mieć co Wam serwować, ale nie miałam i nadal nie mam na to ochoty. Wolę włączyć serial, wpakować się pod koc i obłożyć termosem z kawą i po prostu nic nie robić. Wstyd mi za siebie. Ale najwidoczniej to jest to, czego potrzebuję.

CHCIAŁABYM

Żeby moje dziecko dobrze czuło się w szkole. Wciąż powtarza mi, że nie może się doczekać kiedy w końcu pójdzie do szkoły. Strasznie tęskni za przyjaciółmi. Mam nadzieję, że będzie mu się tam podobało i nie zrazi się niczym. Fajnie będzie mu towarzyszyć w tej drodze.

PLANUJĘ

Od zeszłego miesiąca nic się nie zmieniło i wciąż w głowie mam masę planów odnośnie naszego M3. Nie ma dnia, kiedy nie siedzimy z M. i nie oglądamy planów mieszkania. Pinterest na serio powinien być dla mnie na hasło, bo co rusz znajduję inspiracje wnętrzarskie, którymi zasypuję potem M. Nie raz już słyszałam, że odetnie mi konto, bo za dużo mu pokazuję i on się gubi. Nie dziwię mu się. Póki co musimy zadowolić się spacerami koło budowy. Codziennie wychodzimy na balkon i podziwiamy powstające niedaleko nas osiedle.

W tym miesiącu nawet zaszalałam na wyprzedażach i skusiłam się na kilka perełek. Dosłownie za gorsze! Oczami wyobraźni widzę tę naszą kuchnię i czuję zapach kawy, unoszący się w salonie. Jeśli i Wy chcecie jeszcze załapać się na kilka perełek, banner z linkiem do sklepu macie w menu po prawej stronie.

NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ

Z całą pewnością zabrzmi to absolutnie samolubnie, ale chciałabym już, żeby moje dzieci poszły do przedszkola i szkoły. Świetnie jest móc mieć ich codziennie przy sobie, ale zdecydowanie przyda mi się czas bez nich. Aż chce się wrócić do domu, zrobić sobie kawę i w spokoju, tak po prostu usiąść na kanapie! Zanim to jednak nastąpi, bardzo chciałabym iść z młodymi… do ZOO. I chyba skusimy się na to w ostatni weekend przed rokiem szkolnym. Potem może taka okazja się nie nadarzyć za prędko.

ŚWIĘTOWAŁAM

Swoje TRZYDZIESTE urodziny. Kiedy byłam mała myślałam wtedy o sobie, jako o potwornej staruszce, a okazało się, że życie trzydziestki jest całkiem ciekawe. Sporo mam jeszcze planów na to życie i bardzo chciałabym je wszystkie spełnić. Trzymam sama za siebie kciuki, żeby życzenia, które mi składaliście spełniły się co do jednego. Głównie wspominaliście o M3 – wszystko jest póki co na dobrej drodze do realizacji planów. Już niewiele ponad 120 dni!

Jeśli ktoś chciałby, żebym podsumowała miniony miesiąc powiem mu, że był absolutnie udany. Nawet te upały stały się jakoś bardziej znośne. Postanowiłam zmienić swoje złe nastawienie do świata. Może jeśli ja będę dla niego dobra, odwdzięczy mi się tym samym. A do tego… zaczęłam po raz kolejny dietę. Ale taką z głową, rozpisaną przez dietetyka. Póki co początki są trudne, bo muszę mocno pilnować godzin jedzenia. Ale zmotywowało mnie to do kupna wagi łazienkowej i wagi kuchennej. Zawsze sobie obiecałam, że to zrobię i na chęciach i planach kończyłam. Teraz biorę się za siebie na serio. Póki co od początku tygodnia mam -1,5 kg i brnę w to dalej. Jadłospis składa się tylko i wyłącznie z potraw, które lubię – jeśli coś z propozycji mi nie podchodzi – wymieniam to lub szukam zamienników. Mam nadzieję, że dalej będzie mi szło równie dobrze. Że nie wymięknę, choć czasem mam taką ochotę rzucić się na zwyczajny chleb. Każdy posiłek celebruję! Zobaczymy za miesiąc jakie będą efekty.

_____________________________

Pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy pierwszy raz pisałam „tu i teraz lipiec 2017„, a tu już czas na kolejne podsumowanie miesiąca. Myślałam, że czas ucieka wolno, a tu proszę – ani się obejrzymy, a tu już przyjdzie szykować się nam do świąt.