Śmiem twierdzić, że każda kobieta lubi od czasu do czasu nałożyć na twarz dobre kosmetyki i poczuć się wyjątkowo. My mamy, musimy robić to chyba o wiele częściej, bo często codziennie siedzenie z dzieciakami w domu powoduje, że absolutnie zatracamy w sobie pierwiastek kobiecości. Dres niekoniecznie bywa seksowny, a obśliniony i poplamiony t-shirt nie wygląda estetycznie. Drogie Panie, nie zapominamy o sobie! Czas na projekt #ZadbanaMama, dołączysz?

Mamy prawo zrobić coś tylko dla siebie.

Czy może być coś piękniejszego do bycia mamą? Jasna sprawa, że nie! Jednak w momencie, kiedy na świat przychodzi to nasze malutkie, różowe i cudownie pachnące niemowlę, zaczynamy najcięższą z naszych prac, która trwać będzie już zawsze, a zapłatą są jedynie dziecięce buziaki i przytulaski. Czy jest jednak coś, co każda matka chciałaby dostać dodatkowo? Zapewniam Was, że jesteśmy w tej kwestii zgodne – pragniemy od czasu do czasu trochę czasu tylko i włącznie dla siebie. Bez telefonów z milionem pytań, bez firmowych maili, bez krzyków dzieci, bez pieluch i mleka. Chcemy móc wyciągnąć nogi i zwyczajnie odciąć się od świata. Jeden taki dzień, potrafi niesamowicie naładować baterie. Nie twierdzę, że nasi mężowie nie marzą o tym samym i nie mają prawa do odpoczynku. Jednak podsumowując czas, który kobieta spędza na pracy, z dodatkowym czasem poświęconym rodzinie, bezlitośnie przodujemy w pracoholizmie. Najwyższa pora wstać i powiedzieć sobie samej – mam prawo do odpoczynku.

Zadbana Mama

Pomysł na projekt zrodził się w mojej głowie z dość błahego powodu – moi synowie nagle dostali ospę. Byłam skazana, by siedzieć z nimi ponad dwa tygodnie w domu. Początkowo wydawało mi się, że nie ma nic przyjemniejszego niż odpoczynek w domu. W wygodnym dresie, w kapciach i luźnym t-shircie, z kubkiem gorącej kawy u boku. Niestety już pierwszy dzień szybko wyleczył mnie z mojego przekonania. Walczyłam z dziecięcą gorączką, wymiotami i biegałam między przychodnią a apteką. Kiedy dzień dobiegł końca, jedyne o czym myślałam o sen. Jak na złość, kiedy nie musiałam nastawiać budzika i mogłam pozwolić sobie na dłuższy sen, moi synowie wstali bladym świtem gotowi na podbój nowego dnia. Możecie sobie wyobrazić, w jakim stanie byłam. Każdy włos wystawał mi w inną stronę, a pod oczami miałam jeszcze resztę rozmytego, wczorajszego makijażu. Nie pamiętam, czy miałam okazję wypić ciepłą kawę. Kilka takich dni, spowodowało, że mój humor i dobre samopoczucie, uciekły w tempie ekspresowym. Nie miałam sił na nic. Wyglądałam jak maszkaron. W zasadzie żyłam życiem dzieci i według ich rytmu. Zapomniałam w tym wszystkim o sobie.

Aż w końcu stanęłam kolejnego nieszczęsnego ranka przed lustrem i powiedziałam sobie dość! Trzeba wziąć się w garść i pomyśleć o sobie. Umyłam twarz, rozczesałam włosy, które później upięłam w kok i zrobiłam sobie makijaż. Nigdzie nie wychodziłam tego dnia. Po prostu chciałam znów poczuć się ładna.

Moje ulubione kosmetyki

Żadna tam ze mnie blogerka kosmetyczna i modowa. Nie wiem co teraz jest na topie i szczerze powiem, guzik mnie to obchodzi. Zawsze szłam swoją ścieżką. Kiedy moje koleżanki zaczynały malować się już w gimnazjum, ja dojrzałam do tego na poziomie drugiej klasy liceum. Nie czułam potrzeby poprawiania swojej urody jakimiś specyfikami. Wolałam być naturalna. Dlaczego nagle zaczęłam się malować – nie wiem. Chyba w końcu odważyłam się wejść do drogerii i kupić sobie cokolwiek innego niż pasta do zębów. Pamiętam, że pierwszym moim zakupem, była pomadka zamówiona u konsultantki pewnej firmy kosmetycznej. Po pomalowaniu ust wyglądałam jak… oszczędzę Wam epitetu. Było mi na pewno bardzo niekorzystnie, zważywszy na to, że pomadka była w kolorze pudrowego różu.

Dziś trochę większą mam świadomość, co mi szkodzi, a co pasuje i podkreśla moją urodę. Dlatego postanowiłam pokazać Wam, z jakich kosmetyków korzystam i co polecam mieć w domu każdej kobiecie. Wszystkie te kosmetyki sprawdziłam na sobie i używam ich niemal codziennie. Nie ma tu więc mowy i jakiś bublach czy niewypałach!

Moje ulubione kosmetyki

W skład mojej kosmetyczki wchodzą:

  • korektor – od Eveline kolor light
  • podkłd L’Oreal Infallible 24h (mój hit!) – u mnie to nr 200
  • zestaw do konturowania 3w1 – wibo (najbardziej z tego zestawu korzystam z elementu do konturowania i rozświetlacza)
  • cienie do powiek – wibo
  • tusz do rzęs – L’Oreal Milion Lashes (petarda!)
  • tusz do brwi – Maybelline
  • pomadka matowa z aplikatorem od BELL lub pomadka matowa w kredce od Golden Rose – obie w moim ulubionym kolorze brudnego różu – kredka niestety jest „zjadalna”, ale ze względu na jej kolor, jest moją ulubioną i przymykam na to oko.
  • róż do policzków – Eveline

I co? Nie jest tego aż tak dużo, prawda? Możecie mi wierzyć, że absolutnie każdy z tych kosmetyków jest wart swojej ceny i polecania. Dzięki nim, poprawiam sobie humor. To mój pierwszy krok do Zadbanej Mamy.

A Wy macie swoje sprawdzone kosmetyki?
Czego używacie na codzień? Co polecacie wypróbować?

Chcesz dołączyć do projektu?
Używając hashtagu
#ZadbanaMamaToJa
pokaż zdjęciami co robisz dla siebie!

Może wybierasz się do kosmetyczki? Zrób fotkę i oznacz ją hashtagiem – wtedy wszystkie będziemy wiedzieć, że to miejsce warte jest odwiedzenia. Spodobał się Tobie jakiś kosmetyk i chcesz go polecić dalej – oznacz go hashtagiem! Chcesz się pochwalić z wyjścia na siłownię – hashtag! Kupiłaś nowe buty – hashtag!

Zadbajmy o siebie!

  • Kreatywna dzungla

    Tusz do rzęs Loreal to tez mój hit😉 zaciekawily mnie te cienie wibo …

  • Agnieszka Walkowiak

    Ja chyba najbardziej lubie cienie z Inglota i Sephory za ich soczyste kolory. Cała reszta zmienia soę w zależności od zapotrzebowania, które jest nieduże bo rzadko się maluję

  • Kosmetyki kosmetykami ale Marta… jakie foty!!! Wow <3