Kiedy byłam mała, bawiłam się w typowe dziewczęce zabawy. Lubiłam być nauczycielką – miałam nawet swoją domową małą tablicę. Tworzyłam swoją listę uczniów, zakreślałam nieobecności, wymyślałam lekcje i robiłam super trudne klasówki. Ale chyba moimi ulubionymi zabawkami były Barbie. Nie było dnia, kiedy razem z koleżankami nie wynosiłyśmy swoich lalek na dwór i na kocu przed blokiem układałyśmy im domki. Teraz, kiedy mam swoich synów widzę, że chłopięce zabawy różnią się zdecydowanie od dziewczęcych. Jest w nich miejsce na samochody, roboty, klocki czy rakiety i czołgi. Ale czy to znaczy, że kiedy jeden z moich synów postanowił jednego dnia pobawić się kilkoma starymi lalkami, które znalazł w jednym z kartonów z dna szafy, mam mu powiedzieć „nie, nie wolno”? Kto decyduje o tym, czym mają bawić się dzieci? Jaka jest różnica w lalce, a jaka w robocie?

Baw się dziecko czym chcesz

Kiedy czytam, czy też słyszę o tym, że jakiś rodzic zabronił się swojemu dziecku bawić jakąś zabawką, bo według stereotypu, była przypisana do zabaw płci przeciwnej, to zaczynam śmiać się w głos. Czy rzeczywiście sądzicie, drodzy rodzice, że nasze małe, dwu, trzyletnie dzieci patrzą na zabawki pod tym kątem? Z obserwacji moich wynika, że moi synowie absolutnie nie przejmują się rodzajem zabawek, jakie mają w domu. Bez najmniejszego problemu potrafią pobawić się zarówno pluszakami, jak i swoimi ukochanymi lego. I ani mi w głowie zabraniać im czegokolwiek, skoro widzę, że to przynosi im radość.

Kiedy Tobiasz był malutki, jego ulubionym zajęciem była zabawa w kucharza. Strasznie lubił pomagać nam w kuchni. Mieszał, kroił (oczywiście nożem do masła, którym sobie krzywdy nie mógł zrobić) i doprawiał. Dziś, kiedy ma lat sześć, jego pasje wcale się nie zmieniły. Co lepsze, do brata dołączył Tomasz, który o wiele bardziej woli potrawy kosztować niż przygotowywać. Razem więc tworzą w kuchni fajny duet. Jeden miesza, drugi udaje, że smaży. Kiedy przyjechała do nas kuchnia od firmy Hoplik, chłopaki skakali i piszczeli z radości. Nie mogli się doczekać jej skręcenia. Widziałam ten błysk w ich oczach, kiedy stanęła gotowa do zabawy. Nie mogli uwierzyć, że w końcu w ich domu znalazła się miniaturowa kuchnia, w której mogą się bawić i nikt ich z niej nie wygoni. Zazwyczaj gotowali w takich będąc na jakiś placach zabaw.

Paczka przyszła rano, skręcenie zajęło nam niecałe pół godziny, a do wieczora jakbyśmy pozbyli się dzieciaków z domu. Aż byliśmy z M. w szoku, jak bardzo ucieszył ich tego typu prezent. Gdybyśmy wiedzieli, że sprawy przyjmą taki obrót, już dawno taka kuchnia stałaby u nas w mieszkaniu. Całe szczęście, że gotowane potrawy to były tylko wytwory ich wyobraźni, bo brzuchy mielibyśmy po tym dniu o wiele wiele większe. Do konsumpcji dostaliśmy wszystko, od ciast, po wymyślne zupy. Za chwilę zasiadali przy stoliku i lepili sushi, by za jakiś czas wpaść z impetem do pokoju z kilkoma kubeczkami kawki i jajkiem sadzonym, które koniecznie musimy spróbować.

I jak tu dzieciakom zabronić?

No jak się pytam? Czy powinnam im teraz powiedzieć: „Wybaczcie chłopcy, ale gotowanie, to babskie zajęcie. Idźcie się bawić w żołnierzy.”? Za nic na świecie bym tego nie zrobiła. Kiedy widzę uśmiechnięte buzie moich chłopaków, ani przez sekundę nie mam wątpliwości, że tego typu zabawa jest dla nich dobra. Przynajmniej nie siedzą z głową przed komputerem czy smartphonem i nie oglądają you tube’a. I o dziwo nawet się potrafią ze sobą zgodzić, gdzie normalnie nie ma takiej możliwości.

Dlaczego więc mam zabraniać własnym dzieciakom rozwijania ich wyobraźni?

DSC_0818 DSC_0822 W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! DSC_0847 W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ! W ZABAWIE NASZYCH DZIECI NIE MA PODZIAŁÓW I OGRANICZEŃ!

Zastanawiam się więc, jakim trzeba być rodzicem, by zabronić się dziecku bawić tym, czym akurat ma ochotę. Czy chłopiec bawiący się lalką to faktycznie taka plama na honorze rodziców? Czy dziewczynka musi lubić się malować i przebierać jak mamusia? Mam nadzieję, że Wy podobnie jak ja, pozwalacie dzieciakom bawić się czymkolwiek tylko zechcą. W końcu to one mają spędzać miło ten beztroski czas, jaki im jeszcze pozostał. Po co wprowadzać do ich świata wyobraźni jakieś chore zakazy? Komu one mają służyć?
Następnym razem zastanówmy się, zanim zabronimy czegoś naszym pociechom.

Pozwólmy naszym maluchom robić to,
na co mają ochotę.
Nie blokujmy ich wyobraźni. 

kuchnia – sklep Hoplik
drewniany toster i ekspres – Lidl
bluzka Tomka – Little Gold King
spodnie Tomka – H&M
bluzka Tobiasza – H&M
spodnie Tobiasza – Pepco

KONKURS

Konkurs dla fanów bloga tomitobi.pl oraz firmy Hoplik.pl
Do wygrania BON O WARTOŚCI 150 zł w sklepie Hoplik.pl

więcej informacji znajdziecie na naszym fan page’u

konkurs hoplik